|
29.
|
Szanowni Państwo,
będę zobowiązany za zamieszczenie poniższej informacji o naszym autorze i jego książce. Z góry dziekuję. Gdybycie Państwo chcieli otrzymać do recenzji tomik wierszy, prosimy o kontakt.
UKAZAŁA się nowa, piękna i głęboko poruszająca książka poetycka STANISŁAWA SROKOWSKIEGO - "MIŁOŚĆ I ŚMIERĆ"( "Światowit" Izba Wydawnicza,2005). Tom wierszy oryginalnych, pełnych dramatyzmu, przenikniętych wątkami metafizycznymi. Autor, znany głównie z głonych powieci("Lęk", "Repatrianci") i lektur dla dzieci i młodzieży( "Mity greckie", "Przygody Odyseusza")przez 20 lat milczał jako poeta. Srokowski nie uczestniczy w bieżących sporach i dyskusjach literackich. Nie należał i nie należy do żadnej grupy twórczej, ani koterii towarzyskiej. Jest samotnikiem i najbardziej ceni sobie niezależnoć. Odzywa się rzadko, ale wtedy wiadomo, że ma co nowego do powiedzenia. O jego twórczoci z wielkim uznaniem i szacunkiem pisali tej miary krytycy i teoretycy literatury, co Michał Głowiński, Jerzy Kwiatkowski, Jan Trzynadlowski, Wacław Sadkowski, czy Piotr Kuncewicz. Jego wiersze tłumaczono na wiele języków. Poniżej pierwsze opinie o nowych wierszach i kilka tekstów. A oto jego strona internetowa: free.art.pl/srokowski. Dołącz do ulubionych. Z autorem można się porozumieć, klikając: srokowski@free.art.pl
Jan Klass -Wydawnictwo „Światowit”
POWRÓT POETY W PIĘKNYM STYLU
PIERWSZE OPINIE O NOWEJ KSIĄŻCE POETYCKIEJ STANISŁAWA SROKOWSKIEGO "MIŁOŚĆ i ŚMIERĆ".
"Bardzo piękne, przypominające wersety "Pieni nad pieniami" są niektóre wiersze z tomu "Miłoć i mierć". Przejmujące i znakomite są wiersze szpitalne, pomiędzy którymi kręci się Maria, jako symbol życia i odczyniająca złe uroki. To oczywicie najlepszy tomik, a może i jedna z najlepszych książek...Postawiłbym( te wiersze) w jednym szeregu obok wierszy Powiatowskiej, Nowaka i Białoszewskiego." Józef Baran( poeta)"Wiersze szpitalne powinny się znaleźć w każdym szpitalu, jako poetyckie zobrazowanie cierpień człowieka i duchowe wsparcie w trudnych chwilach zmagań z chorobą. To bardzo ważne słowa w pojmowaniu dramatu ludzkiej duszy". Janusz Telejko, radio "Rodzina" Najgoręcej dziękuję za "Miłoć i mierć". WSPANIAŁE!. Boże, daj mi kiedy pisać jak Pan. Wspaniałe, począwszy od "Marii, za całe piękno, które mi dała", aż po...:
"Za dwadziecia lat milczenia, łąko, na której pasą się moje strofy i piją ze źródeł czystej mierci". ..GRATULUJĘ!.
( amerykański poeta i dramaturg, polskiego pochodzenia, Leszek Czuchajowski)
" Znakomity(tomik), prawdę powiedziawszy dawno tak wietnej książki poetyckiej nie czytałem...Pisał takie wiersze Nowak, Grzeczak, Nowicki..."
Krzysztof Gąsiorowski (poeta)"To piękna i głęboka poezja. Będę do niej wracać. Dziękuję."
Barabara Lulkiewicz( czytelniczka z Bogatyni)
”Szczególnie poruszyły mnie wiersze „Dziękuję ci, Panie” i „Nasłuchiwanie”. Mądra, przejmująca treć w jakże wietnej, poetyckiej formie. Co za wspaniałe metafory!”
Alicja Patey-Grabowska( poetka)”Miłoć i Śmierć” - to z pewnocią piękna i mądra poezja. Dziękuję Pisarzowi, za niepowtarzalną formę obrazu, przedstawienia ludzkiego dramatu. Dziękuję za zrozumienie, jak wielkim darem, jest miłoć.
Halina Barań( powieciopisarka).Stanisław Srokowski - wiersze z najnowszego tomu "Miłoć i mierć" POLA RÓŻ Gdzież te rozległe pola dzikich róż, strome przejcia
oddechu, gdzie spalone wzgórza Kissawos, którego
skały zanurzały się w płonącym błękicie chmur,
a z rozprutych żył nieba wyciekała krew słońca;
gdzież ta sygnaturka południa, kiedy
opieczętowywałem twoje piersi i brzuch wargami,
a ogromny fioletowy ptak zawisł nad nami i okrył
swoim cieniem; płonące cierniste krzewy raniły ci
duszę druzgocącym pięknem; czy to była
Makrinica, a może Kieramidi uchwycone w lasso
słońca, gdy oniemiałe z zachwytu plemię z północy
padało na twarz i cicho piewały żagle płynące
ku wyspie Skiathos; łowilimy kraby i jedli chłodne
dzadziki;
gdzież, Mario, te wielkie pola dzikich róż, w których
syczały węże i zakorzeniała się nasza tęsknota,
a na dole, w tawernie, słychać było pień żeglarzy;
nadchodziła noc pełna łowów
w błękitnych wodach zatoki, ze wiecącą gwiazdą
omiornicy w głębi morza; niebieski księżyc tańczył
na twojej dłoni i targnął
mną nagły lęk, że czerwone wzgórza
są tylko zjawą. NATCHNIENIE
O smutne muzy, pieniarki bogów, córy miłoci
Mnemosyny i Zeusa, siostry elegancji i wdzięku,
nie piewacie już
Wesołych pieni mieszkańcom Olimpu, zostałycie
wygnane z gór Tracji i Beocji, z wyżyn Helikonu
i szczytów Parnasu,
nie spotykacie się na zboczach Pierri,
gdzie pasą się dzi kozy i jak we mgle
snują się turyci.
Gdzież wasze liry, gry na aulosie, zwoje papirusu,
atrybuty tajemnicy. Gdzie wasze niewidzialne tchnienie, które zapalało
gęsie pióra i otwierało drogi do wiecznoci;
nie uczestniczycie w nowych zalubinach Tetydy i Peleusa,
Harmonii i Kadmosa, nie kochacie się wród gajów oliwnych
i na skałach Attyki, nie mkniecie jak złote strzały nad wodami
Morza Egejskiego i nie stajecie nad głowami poetów,
by szeptać słodkie melodie,
bowiem dzisiejsi poeci nie wiedzą,
co to jest natchnienie. Dzisiejsi poeci mają pomysły
i twórczą inwencję,
zdolnoci i talent, i twardo stąpają po gruncie
żelaznej logiki sławy, tylko czasami spłoszy ich myl
jaki dziwny jęk w sercu
I zdławione gardło skomlącej pieni.
I zdziwi wyciągnięta dłoń
nieistnienia. NA KOŃCU
Przepraszam za niepocałunek
przepraszam za nieumiech
przepraszam za niespojrzenie
przepraszam za niechcenie
Jeźdźcy nieistnienia okrążają
nasze życie
i cwałuje kawaleria niebytu
poród naszych niedowidzeń
by ujawnić niepojętoć wiata
który się spełnia w niemożliwociach
i niedopowiedzeniach A twoje niedotknięcie
parzy moje nieme usta
a twoja niepamięć
pogrąża mnie
w smutku Jestem na końcu
niczego DZIĘKUJĘ CI PANIE
Za ten cios w życie, które pękło
na drobne kawałki i zawyły szakale
na końcu każdej drogi Za ból myli, która tonęła
poród majaków,
gdy cięta głowa mego dziadka
Ignacego spadła mi u nóg Za pustkę, gdy z dna oczu
wyłaniały się urojenia Za nicoć,
kołyskę nocnych lęków Za mrok duszy i cierpienie,
którego nie rozumiałem Za wzgardliwe usta sprzedajnych
przyjaciół Za dwadziecia lat milczenia
Łąko, na której pasą się
moje strofy i piją ze źródeł
czystej mierci Pustynio wielu ladów
ciszo w zgiełku wiata I za to dziękuję Ci, Panie,
że Cię nie pojmuję,
pętlo wisząca
nad moją głową,
koło ratunkowe.
NA PLAŻACH RETHIMNO
Twoje ciało nabrzeże pełne muszelek
pyłków słońca płatków złotych lici
i cieżek moich warg
archipelag w centrum którego płonie
czerwona figa
dzika konnica wietlistych jeźdźców
pędzi w głąb twoich płynów
u twoich stóp piewają drobne kamyczki
tańczą ziarnka piasku a w płomieniach
skóry skaczą jelenie moich palców
i kołysze się potężny konar eukaliptusa
a wiatło twoich oczu przeciąga linę
między moimi udami i do Zatoki
wpływa nagi księżyc
mego języka
PUSTELNIK
Ja pustelnik ciszy
mamroczę w półnie twoje imię
pusta klatka z której wyfrunął ptak
rosną kolce twojego milczenia i bolą
zaciągam się do armii mroków
której rytmiczny krok wybija noc
lepe wiatło gwiazd ganie
a pyłek księżyca spada na powiekę
która zwisa jak odcięta ręka
i skradają się halucynacje
siostra mierć przecieka
przez żyły do moich oczu
a u wezgłowia witu staje zjawa
i otwiera usta
widma są moimi
braćmi
31.03.2005 - 23:18
anonim
|